Dlaczego bierzesz wszystko do siebie?

by Monika Zmarzlińska

Dlaczego bierzesz wszystko do siebie?

by Monika Zmarzlińska

by Monika Zmarzlińska

Dlaczego człowiek bierze do siebie tak wiele? Jaki ukryty powód stoi za tym, że ktoś przejmuje się zbyt mocno opinią innych, stara się zbyt często podporządkować swoje działania w taki sposób, aby spełnić oczekiwania wszystkich dookoła?
Czy takie pytanie nurtowało kiedyś Ciebie? Czy bywały momenty, w których postanawiałeś kolejny już raz, że nie będziesz się przejmować tym, co pomyślą i powiedzą inny, i będziesz robić to, co czujesz za właściwe dla siebie? Jakim trudem to było, by iść swoją drogą i nie patrzeć na to, jak ocenią inni?

Aby zrozumieć taki mechanizm „brania wszystkiego do siebie”, należałoby powrócić na moment, a może i na chwilę dłużej, do momentu, gdy to po raz pierwszy został wzbudzony w nas wstyd. Poczucie wstydu.
Skąd bierze się tego typu odczucie u małego dziecka? Można zauważyć pewien mechanizm, który rodzi się, gdy rodzic, opiekun, nie radzi sobie sam ze swoimi emocjami, sprawami życia codziennego, nie radzi sobie w relacjach międzyludzkich, wtedy przychodzi taki moment, kiedy to przerzuca „odpowiedzialność”na swoje dziecko. Będąc pod wpływem określonych emocji, rodzic wzbudza (najczęściej nieświadomie) poczucie wstydu u swojego dziecka. Dzieje się tak w sytuacjach, kiedy np. rodzic obawia się sam oceny ze strony środowiska, w którym funkcjonuje i narzuca swojemu dziecku pewne zachowania, które nie są zgodne z wolą takiego dziecka.
Za przykład może posłużyć nam stwierdzenie typu: „nie garb się tak, mów wyraźniej, bo będą się z ciebie śmiać, nie gap się na innych, nie odzywaj się, nie możesz mówić to, co myślisz, tak nie wolno, nie zrób mi wstydu”..itp.
Kiedy dochodzi do sytuacji, w której dziecko wyczuwa niechęć do własnej osoby, i co najważniejsze dzieje się to w relacji z najbliższą osobą, z którą budowało ono relacje jako jedną z pierwszych (matka, ojciec, rodzeństwo, dziadkowie), wówczas budzi się wątpliwość co do własnej osoby, co do słuszności zachowania i odczuwania. Kiedy dziecko słyszy od najważniejszej, najbliższej i autorytarnej osoby, słowa, które są nasycone emocjami, takimi jak strach, lęk, wstyd, złość, gniew, to świat pełen przekonań, jako że jest się w pełni akceptowanym i kochanym, nagle potrafi runąć.

Jest to pierwszy etap, w którym dziecko zaczyna się zastanawiać, co ja robię nie tak, dlaczego mama nie pozwala mi odzywać się w taki sposób, jak robię to zwykle w domu, dlaczego zezłościła się na mnie, gdy jako jedyna osoba z klasy garbiłem się na zdjęciu klasowym. Pojawia się wiele wątpliwości, jak również takie dziecko, chcąc nie zawieść rodzica, zatraca równowagę pomiędzy tym, co czuje tym, co pokazuje na zewnątrz. W takiej sytuacji dziecko nie może być sobą, wycofuje się i zaczyna obwiniać się za wiele rzeczy, sytuacji, które mają miejsce w życiu rodziny. Jeśli nasi opiekunowie nie brali odpowiedzialności za to, jak się czują i ogólnie nie brali odpowiedzialności za siebie, to obwiniali zwykle tych, którzy byli najbliżej.
Odwracali oni swój wstyd w naszym kierunku. W odpowiedzi na to my w dorosłym życiu jesteśmy w stanie brać niemal wszystko do siebie. To, co inni do nas mówią, odbieramy jako atak na swoją osobę. I kiedy bierzemy wszystko do siebie, to wzmacniamy w sobie poczucie wstydu. Jeśli ktoś ma uwewnętrzniony wstyd, czyli emocja ta stała się jego integralną częścią, to chodzisz wokół takiej osoby jak koło aktywnego wulkanu, który nie wiadomo kiedy wybuchnie. Taka osoba jest w ciągłej gotowości do ataku, znajduje się jakby w stałej defensywie. Ludzie tacy bardzo łatwo atakują inne osoby, w dość agresywny sposób. Dzieje się tak dlatego, że to odwraca uwagę od niepewności, którą czują. Najprostszą taktyką jest stawianie innych w złym świetle, dzieje się tak bardzo często poza świadomością takiej osoby, działa ona bardzo instynktownie i robi po prostu wszystko, żeby przetrwać, żeby obronić siebie samego. Bycie agresywnym albo powtarzanie sobie i innym, że „mnie to wcale nie dotyka, niech sobie mówią co chcą”, stanowi pewien mechanizm obronny i chęć wyparcia tego, co sprawia nam ból czy dyskomfort.

Kiedy więc żyje w kimś poczucie wstydu, wątpliwość, to będzie ona karmiona w sytuacjach, kiedy to kolejny raz ktoś będzie nas oceniać, obrażać, negować nasze działania, nasze słowa czy pomysły. Za każdym razem, łatwo będzie nam brać wszystko do siebie, z podobną łatwością, jak braliśmy, wszystko do siebie będąc skrępowanym dzieckiem.
Uwewnętrzniony wstyd wiąże się również z takimi objawami jak trądzik, zaburzenia odżywiania, uzależnienia, choroby psychosomatyczne, problemy z wymową takie jak jąkanie, choroby autoimmunologiczne gdzie organizm atakuje sam siebie, niepokój oraz nadwaga.
Osoby, które mają uwewnętrzniony wstyd, mają bardzo wysokie morale, wysokie standardy szczególnie wobec samego siebie, ale również wobec innych. Takie osoby często też cierpią z powodu wyrzutów sumienia.
Co zatem możemy zrobić aby uwolnić się od wpływu jaki wywiera na nas ocena innych osób, co zrobić, by przestać brać wszystko do siebie? Z pewnością pierwszym krokiem do uwolnienia będzie konfrontacja z wydarzeniami, osobami, które wywołały u nas takie poczucie wstydu. Zrozumienie i akceptacja wszystkich uczuć, emocji, które były w nas wtedy. Bardzo potrzebnym działaniem będzie również to, abyśmy zaakceptowali uczucia i emocje innych osób, to pomoże nam zrozumieć motywy jakimi mogli się kierować, jak również będzie to stanowić idealne podłoże do pojednania, akceptacji i wybaczenia.
To radykalne wybaczenie, zrozumienie i akceptacja pozwolą nam zbudować na nowo własną tożsamość i przestać brać wszystko do siebie. Bo kiedy już zrozumiemy, jakie mechanizmy kierują ludźmi, dlaczego przychodzi im łatwo ocenianie innych, życie nie swoim życiem itp. to będziemy pełni zrozumienia, a czasem nawet współczucia. W końcu zrozumiemy, że nie każda historia ludzka jest związana z nami i nie musimy brać wszystkiego do siebie, bo to po prostu nie należy do nas.
Przychodzi wówczas taki moment, kiedy uczymy się a potem stajemy się coraz częściej i częściej obserwatorami rzeczywistości, w której żyjemy. Przestajemy chłonąć jak gąbka emocje z otoczenia, zaczynamy żyć świadomie własnym życiem.

Monika Zmarzlińska Współautor Kompasu Osobistego. Konsultant z zakresu uzdrawiania przez świadomość.

4 Comments

  1. To jest niesamowite jak dzieciństwo ,a właściwie nawet jakieś epizody z dzieciństwa mogą mieć wpływ na człowieka w dorosłym życiu. U mnie było tak ,że rodzice zawsze mnie dużo chwalili – rzadko kiedy mówili mi jakieś przykre rzeczy, które w jakiś sposób mogły by urazić moje uczucia. Zawsze miałam mówione ,że trzeba być grzecznym, z nikogo się nie śmiać, nikogo nie obrażać itp. Taka starałam się zawsze być, a że bardzo lubię przebywać z ludźmi to z czasem poznawałam wiele osób ,które zachowywały się w raczej odmienny sposób. I choć jestem raczej osobą, która „nie da sobie w kaszę napluć” to i tak często wolałam odpuścić i mówiąc w prosty sposób „olewać” pewne odzywki. W końcu tak wymagała ode mnie kultura. No i oczywiście jak to rodzice bardzo się martwili i zawsze było ” nie skacz ,bo sobie coś połamiesz ” , ” nie pojedziemy na łyżwy bo się potłuczesz” .No i ja oczywiście słuchałam rodziców ,bo nie chciałam im sprawiać problemu jeśli faktycznie miałabym coś złamać 😀 Ta przesadna troska w dorosłym życiu pozostawiła wiele lęków i strachu.I tak sobie jakiś czas temu myślałam,że zostałam wychowana na osobę, która bardziej dba o uczucia innych niż o swoje własne. Tak mi zostało do teraz. I tak sobie myślę, że człowiek bardzo zaniedbuje swoje wnętrze.Dbamy o swój wygląd ,bo to widzą ludzie. Ciągle słyszymy ,że musimy się dostosować do czegoś albo do kogoś. A nasze uczucia i emocje spychamy na boczny tor ,bo przecież „tego nie widać”. Jak już pisałam na YT w komentarzu zmagam się z nerwicą już ponad 10 lat. Ktoś z boku pewnie by nawet tego nie zauważył ,bo przecież funkcjonuje normalnie i podejrzewam, że jeśli bym o tym powiedziała moim znajomym to by mi nawet nie uwierzyli 🙂 No i właśnie rodzi się pytanie gdzie znaleźć ten złoty środek na wychowanie dziecka.Ja jestem po ślubie, planujemy z mężem dziecko.Chciałabym aby było szczęśliwe, kulturalne i żeby potrafiło sobie poradzić w tym zwariowanym świecie. Jak to zrobić…? Jak wychować dziecko , w świecie , w którym zapomina się o najważniejszych wartościach…? Jak wychować dziecko na człowieka , który będzie pielęgnował własne uczucia i emocje nie będąc przy tym egoistą…Nie jest to łatwa sprawa. Pozdrawiam

    • Niestety, ale ja też byłam wychowywana w podobny sposób i również odnosiłam wiele razy wrażenie, że nie ważne co ja czuję, ważne co pomyślą inni. Więc musiałam zaciskać zęby niejednokrotnie, odpuszczać sobie wyrażanie siebie, co prowadziło do głębokiego poczucia frustracji i niskiej samooceny.
      Rodzice robili to z miłości oczywiście, chcieli abym się nikomu nie naraziła i żeby nie spotkało mnie jakieś nieszczęście. Niestety zapomnieli o tym, że można te kwestie połączyć, ucząc poprzez swój przykład, w jaki sposób można się komunikować z innymi, w kulturalny sposób, jak wyrazić swoje uczucia i zachować szacunek i akceptację dla innych, którzy maja prawo myśleć i czuć inaczej.
      Ja mam dwie córeczki i staram się uczyć je tego, że mają prawo do własnego zdania i do własnych odczuć i przeżywania emocji.
      Kiedy podejmujemy jakieś decyzje dotyczące nas wszystkich to pytamy je o ich zdanie i jesteśmy ciekawi co one w danym momencie czują. Kiedy my, rodzice popełnimy jakiś błąd to potrafimy o tym mówić z dziećmi, potrafimy przeprosić za niesłusznie skierowaną złość w ich stronę itd. Macierzyństwo dla mnie, stanowi w pewnym sensie terapię, gdyż na zachowaniu moich dzieci widzę bardzo często siebie. Doceniam to, jak wiele mogę się od nich nauczyć i wiem, że one to czują. Macierzyństwo też było w znacznym stopniu motywacją do załatwienia pewnych spraw z mojego dzieciństwa i dzięki tej świadomości zbudowałam na nowo swoją tożsamość, odrzucając tym samym wzorce i schematy, które mi nie służą. Wiesz, tak się zastanawiam na pytaniem które zadałaś, i nie wiem czy w ogóle istnieje taki złoty środek, o którym wspominasz, ale ja czuję, że prawda jest fundamentem do zbudowania równowagi. Bo kiedy my, rodzice, sami żyjemy w zakłamaniu, udajemy kogoś kim naprawdę się nie czujemy, to jak mamy nauczyć autentyczności swoich dzieci. W jaki sposób pokażemy im aby szanować drugiego człowieka, jeśli sami w domu będziemy z pogardą opowiadać o znajomych i rodzinie. Prawda, to również przyznanie się do słabości, prawda to wielki sprzymierzeniec pokory, której tak brakuje nam dzisiaj w tym świecie „zwariowanym”…

      Pozdrawiam Ciebie również i życzę Ci abyś na swojej drodze macierzyństwa zebrała wiele wspaniałych owoców. To czasem trudna, nawet ciężka praca, ale zwykle zawsze jest to praca nad sobą, która przełoży się na dzieci. 🙂
      Dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się swoimi odczuciami. Powodzenia!

  2. Chyba odnalezienie tego złotego środka jest raczej niemożliwe. Ja niestety mam dar do komplikowania sobie wielu spraw, nad wieloma rzeczami się zastanawiam. Czasem to pomocne ,a czasem jest dla mnie zmorą. Pokrótce opisałam wiadomości na email swoje życiowe „przeboje” . To ciekawe ,że mając wokół siebie kochających ludzi bardziej potrafi czasem zrozumieć człowieka osoba zupełnie z zewnątrz.Dziękuję, że pomimo tego ,że się nie znamy poświecila mi Pani kawałek swojego czasu.Wiele to dla mnie znaczy.pozdrawiam cieplutko 🙂

    • Łatwiej nas zrozumie osoba zupełnie z zewnątrz, ponieważ nie będzie na nas patrzeć przez pryzmat tego wszystkiego co o nas myśli i jak nas oceniała dotąd. Brak tej wspólnej historii daje nam możliwość świeżego patrzenia na sprawę i skoncentrowanie się na konkretnym problemie, bez chęci oceniania drugiego człowieka. Oczywiście pomocna jest tu empatia i otwartość, ale z tego akurat mogą korzystać wszyscy, znajomi i nieznajomi 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Top